wtorek, 16 maja 2017

ALMA - Chasing Highs

W tej muzyce znowu jest coś, co przenosi mnie na chwilę w okolice roku 2000. I chociaż pojawia się  wymuszona pseudo-chrypa, której nie jestem fanką (jak z piosenki Sigala - Sweet Lovin', której nienawidzę bardzo mocno), to wszystko mi jakoś pasuje. Łącznie z tymi żółtymi włosami. 


wtorek, 14 marca 2017

Gorgon City - Unmissable (Akouo Remix)

Czuć klimat lata sprzed dekady. 
Lata nie lubię, ale jego klimat (inny niż ten związany z pogodą) jest jak najbardziej OK. 


poniedziałek, 30 stycznia 2017

Emancipator - Safe In The Steep Cliffs

Album z roku 2010. 
Idealny do nauki i pisania prac zaliczeniowych/dyplomowych - czyli właśnie tego, przez co nie mam teraz nawet czasu na czytanie książek. 


sobota, 21 stycznia 2017

Suicide Squad - Legion samobójców



Fabuła:

W dobie wielkiego kryzysu, kosmitów, antycznych bóstw i bezradności konwencjonalnych metod utrzymywania porządku, amerykański wywiad wojskowy postanawia powołać do życia oddział "pomocy doraźnej" złożony z samych bandytów motywowanych obietnicami skrócenia wyroków. I tak oto do elitarnej jednostki zostają zaciągnięci: Deadshot (Will Smith), który nigdy nie chybia, Harley Quinn (Margot Robbie), niemniej szalona od swojego konkubenta, dziewczyna Jokera, Kapitan Boomerang :) - złodziej rzucający bumerangami, Diablo - żywa pochodnia, Killer Croc - brutalny człowiek-jaszczur, szybko wspinający się Slipknot, Katana, kierowana żalem po stracie męża, oraz June Moon, która dzieli ciało z potężną boginią. Wykolejeńcami ma dowodzić prawdziwy żołnierz - Rick Flag, grany przez Joela Kinnamana (najlepiej znanego z The Killing i House of Cards, gdzie grał bardzo dobrze). Po drodze coś oczywiście idzie nie tak, i to właśnie sprawia, że można nakręcić film. 

Co mi się spodobało:


  • Widziałam wiele zachwytów nad Margot Robbie - i chyba rzeczywiście była najjaśniejszym punktem tego filmu. Na dowód - nagroda Critics' Choice dla Najlepszej aktorki w filmie akcji i Kryształowa Statuetka People's Choice dla Ulubionej aktorki w filmie akcji. W sumie, gdyby się tak trochę głębiej zastanowić - niewiele jest zapadających w pamięć aktorek w filmach akcji i ta nagroda w tym kontekście jest jak najbardziej zasadna. Wiadomo - często zdarzały się momenty, w których postać była przerysowana, ale staram się to usprawiedliwić potrzebami nastoletniego amerykańskiego widza, do którego film był w zamyśle skierowany.
  • Cara Delevingne też nie była tragiczna i chociaż użytkownicy Filmwebu jej nie docenili, to wygrała nagrodę Teen Choice w kategorii "Najbardziej wyczekiwana przez nastolatków aktorka". Może rzeczywiście tak mocno jej wyczekiwali, ale nic poza tym.
  • Moją sympatię zaskarbił sobie również poczciwy Will Smith, jako głos przestępczego rozsądku. Czytałam gdzieś, że przygotowywanie do roli wziął bardzo na serio i brał lekcje strzelania. W nagrodę dwie nominacje: People's Choice (Ulubiony aktor w filmie akcji) i Teen Choice (najbardziej wyczekiwany przez nastolatków aktor).
  • Zdecydowanie dobry soundtrack - The Animals, The Rolling Stones, Queen, The White Stripes, Dan Auerbach, Imagine Dragons, Panic! At the Disco, twenty one pilots, Eminem, Skrillex. Taki trip down the rebelious teenage memory lane. Trzy nominacje do Grammy: Najlepsza kompilacyjna ścieżka muzyczna w formach wizualnych za edycję kolekcjonerską, Najlepsza piosenka napisana specjalnie dla formy wizualnej "Heathens", wyk. Twenty One Pilots, Najlepsza piosenka napisana specjalnie dla formy wizualnej "Purple Lamborghini", wyk. Skrillex i Rick Ross (III) - chociaż może akurat te hip-hopowe kawałki w moim guście nie są.
  • Lubię głos Ricka Flaga, to brzmienie takiego stereotypowego amerykańskiego żołnierza (podobne głosy mają Josh Hartnett i Brad Pitt w Bękartach wojny).


A co nie:


  • Pierwsza połowa filmu była bardzo chaotyczna - miałam wrażenie, że jest to jakiś zlepek trailerów. Ale może dożyliśmy czasów, kiedy to ludzka uwaga przyzwyczaiła się do długości średniego filmiku na YouTube i właśnie takimi kilkuminutowymi skokami trzeba walczyć o jej koncentrację?
  • Bardzo zawiodłam się postacią Jokera. Batman i Joker to moi komiksowi ulubieńcy wszech czasów, więc siłą rzeczy miałam duże nadzieje. Oczywiście, nikt nie dorówna Ledgerowi, - jego Joker zostanie zapamiętany na bardzo długo (albo nawet na zawsze), jako wzór socjopatycznego, wyrachowanego terrorysty. Niestety Heath Ledger zapłacił za to ogromną cenę. Chociaż Jareda Leto bardzo lubię, odkąd obejrzałam Requiem dla Snu (miało to miejsce około milion lat temu), a także doceniam to, że mocno pracował nad wejściem w rolę, to niestety - było tak sobie. Może te sztuczne zęby nie były potrzebne? Chyba w zamyśle twórców, i samego aktora, ten Joker miał być kompromisem między Nicholsonem i Ledgerem. Niestety efekt wyszedł zbyt nijaki.
  • Poza tym historia Jokera i Quinn była przedstawiona w trochę zbytnim skrócie, a z tego, co się orientuję, to Jared Leto sam narzekał, że wycięto jakieś sceny. Może należy czekać na oddzielny film o tej dziwnej miłości?
  • Przez ponad pół filmu bohaterowie dokądś szli. Szli i rozmawiali. Pierwsza część filmu to chaotyczne obrazki i przeskakiwanie z wątku na wątek, a druga to dialogi wędrowców. Stąd też może trochę zabrakło akcji jako takiej.
  • Epizody Batmana - nadal jest mi przykro, że gra go Affleck. A im częściej widzę go w stroju Batmana, tym bardziej jest mi przykro.
  • Zakończenie - pierwsze i drugie - raczej oczywiste. Chociaż miło patrzy się na iście marvelowską korespondencję między filmami (Superman, Batman, Flash, Aquaman, Justice League).


Liczyłam na film bardziej mroczny i mniej głupkowaty. Być może Batmany Nolana (przy udziale Ledgera i Bale'a) zbyt wysoko podniosły poprzeczkę. Chyba po raz kolejny w trailerach były pokazane najlepsze momenty, które niestety trzeba było jakoś połączyć w filmie.




środa, 18 stycznia 2017

Brandon Sanderson - Stop Prawa


Okładka Dominika Brońka
Fabuła: 
Akcja toczy się ok. 300 lat po serii o Zrodzonym z Mgły. Cały świat zyskał nowe życie, wszystko zostało odbudowane, tak więc realia są mniej więcej steampunkowe. Główny bohater, Waxillium (w skrócie niefortunnie - Wax), po wielu latach wraca z Dziczy do stolicy - wielkiego miasta o nazwie Elendel (bardzo subtelne uczczenie pamięci cesarza Elenda). Pan Wosk w Dziczy pełnił rolę stróża prawa, i chociaż po powrocie do miasta ma obracać się tylko w wyższych sferach, ciężko mu zerwać ze starymi nawykami. Jest to dla niego zadanie tym cięższe, że w mieście pojawia się nowa szajka przestępców napadająca na pociągi, kradnąca drogie metale i porywająca pasażerów. Całe szczęście, że jest tak zwanym "podwójnym", czyli jednocześnie allomantą i feruchemikiem, posiadającym po jednej zdolności z obu tych cech - to daje mu jakieś szanse w walce z niebezpiecznymi bandytami. Do pomocy ma także przyjaciela, który przyjechał za nim z Dziczy - Wayne'a, również będącego podwójnym.

Co mi się spodobało:

  • Na pewno na plus wypada, większe niż w Zrodzonym z Mgły, zróżnicowanie postaci. Tu już wyraźnie widać różnice charakterologiczne między głównymi bohaterami. 
  • Nie wiem, czy to wada, czy zaleta, ale drugoplanowy Wayne jest ciekawszym bohaterem niż Wax. W sumie dobrze, że w ogóle którykolwiek z bohaterów jest interesujący.
  • Tłumaczenie lepsze i bardziej staranne niż w poprzednich książkach.
  • Ilustracje wewnątrz książki są ewidentnie zaczerpnięte z amerykańskiej wersji. Kilkukrotnie można spotkać niby wycinki z gazet okraszone prostymi rysunkami. Ich styl jest o wiele ciekawszy niż styl grafiki zamieszczonej na okładce. 
  • Ogólnie całe wydanie jest ładne - twarda okładka, dobrej jakości papier i ilustracje naprawdę odpowiednio się komponują. Do tego koszt książki beż żadnych obniżek wynosi 29,90zł, a jak na dzisiejsze standardy nie jest to cena wygórowana.
  • Zakończenie jest odrobinę zaskakujące, co może powodować chęć sięgnięcia po kolejne egzemplarze z serii. Mam tu na myśli sam epilog, ponieważ rozwiązanie niestety jest do granic oczywiste.

A co nie:
  • Intryga kryminalna jest dosyć marna. Zresztą tego typu detektywistyczne zapędy w książkach fantasy najczęściej wypadają słabo.
  • Połowiczna wada - po raz kolejny Sanderson stworzył świat, który w wyobrażeniach może być wspaniały i intrygujący. Steampunkowe miasto z wieżowcami sięgającymi chmur - brzmi super, niestety znowu pejzaże z ogromnym potencjałem nie są zbyt wyczerpująco opisane. Może nie każdemu to będzie przeszkadzać, ja jednak lubię, kiedy akcja jest osadzona w miejscu, które też poniekąd żyje. Książka z samych dialogów i przejść pomiędzy scenami wydaje się niepełna. 
  • Główna kobieca postać - nudna i mdła. Do tego dochodzi nieustanne powtarzanie bzdur o wykształceniu prawniczym i przypadkowe dopasowanie odbytych "kursów uniwersyteckich" do każdego powstającego problemu. 
  • Okładka Dominika Brońka. Czemu znowu on? Czy w Polsce jest tylko jeden rysownik? Wczoraj w Empiku miałam w ręku nową książkę Mai Lidii Kossakowskiej z bardzo klimatyczną okładką, o której aż na głos powiedziałam, że jest ładna. Jej autorem nie był Broniek. 


Podsumowując -  nie wiem, czy ta seria Sandersona to książki dla dorosłych, czy dla młodzieży - jeśli dla młodzieży, wtedy całość oceniłabym znacznie wyżej. Jeśli jednak jest to literatura dla dorosłych, wtedy niestety wypada dosyć kiepsko.

niedziela, 15 stycznia 2017

Książki, które powinno się przeczytać





Mam braki w klasyce. Nie są one jakieś ogromne, ale jednak. Może powinnam się wstydzić, i nie pisać tego publicznie, tylko potajemnie doczytywać konkretne książki, ale już za późno. 
Klasykę klasyki oczywiście znam, większość tytułów czytałam już w czasach gimnazjalno-licealnych. Wypada jednak, żeby dorosły człowiek, który uważa się za oczytanego, umiał o książce powiedzieć coś więcej niż "Tak, czytałem.". W związku z tym zaczynam uzupełnianie swoich braków - niektóre książki będę czytać po raz pierwszy, inne po raz drugi, a nawet trzeci.

Listę książek postanowiłam zaczerpnąć z dwóch miejsc:

  • Top 200 books by BBC Big Read


  • The Greatest Books 
http://thegreatestbooks.org/

Obie listy są mocno nastawione na odbiorcę z anglosaskiego kręgu kulturowego, więc myślę, że pewne tytuły podmienię na klasykę polską. 
Zaczynam nietypowo, jak na siebie, ponieważ nie jestem fanką szeroko pojętego romansu. 

"Duma i uprzedzenie" Jane Austen.

środa, 11 stycznia 2017

Blackmill ft. Veela - Let It Be


Bardzo lubię piosenki, które mają w sobie przestrzeń. Ta zdecydowanie ma jej mnóstwo, szczególnie w refrenie. 
Przydają się słuchawki i zamknięte oczy.