niedziela, 25 czerwca 2017

The Client List / Lista Klientów



Nie wiem, co mnie podkusiło. Czytając opis składający się z ok. 20 słów pomyślałam, że to serial kryminalny o prostytutce, która szantażuje swoich bogatych klientów. A okazało się, że to kino prawie familijne. 

W skrócie: 

Rodzina boryka się z problemami finansowymi, odkąd z pracy zwolniono męża głównej bohaterki, a zarazem ojca ich dwójki dzieci. Mimo tego nadal udaje im się mieszkać w dużym domu, gdzieś w Teksasie, mieć dwa samochody, dobre ubrania, a co drugi dzień jedzenie na wynos. W końcu jednak Riley (główna bohaterka) postanawia iść do pracy. Po długich poszukiwaniach, i za namową starej koleżanki, której bardzo dobrze się powodzi, Riley dostaje pracę jako masażystka w "salonie Spa". Pierwszego dnia okazuje się, że koleżanka zapracowała na swoją Corvettę i drogie torebki nie tylko dzięki byciu fizjoterapeutką. Po chwilowych oporach Riley zgadza się na zostanie tego typu masażystką. 
I tak rozpoczyna się dwusezonowa przygoda Jennifer Love Hewitt jako pierwszoplanowej aktorki, a jednocześnie producentki serialu. Oczywiście kłopoty z pieniądzmi to tylko wierzchołek góry lodowej, a kolejne problemy są tylko gorsze (i coraz bardziej absurdalne). 

Co mi się spodobało:

  • nie wiem, czy cokolwiek
  • szukając na siłę: serial jest bardzo przesłodzony i wręcz nadpozytywny, pokazuje, że rodzina jest najważniejsza, a z każdej sytuacji można znaleźć wyjście. A poza tym we wszystkich, nawet z pozoru złych, osobach jest coś dobrego - wystarczy być szczerym. I jeszcze więcej podobnego coachingu dla "typowych kobiet". Na pewno komuś się to podoba.
  • teksańskie "howdy", opalone blondynki, buty kowbojskie
A co nie:

  • brak kasy to nadal doczepiane rzęsy, hybrydowe paznokcie, codzienna idealna fryzura z miliona ton włosów. Jeśli targetem są kobiety siedzące w domach i zajmujące się dziećmi, a do tego mające problemy finansowe, to główna bohaterka jest dla nich nie najlepszym wzorcem. 
  • priorytety w tym serialu to kompletna abstrakcja. Ale wiadomo - gdyby były normalne, nikt by nie chciał tego oglądać. Chociaż i tak chyba niewiele osób chciało, bo po dwóch sezonach serial nie doczekał się kontynuacji. 
  • burdelmama, jako najlepsza przyjaciółka, krynica mądrości, opiekunka, wręcz druga matka - brzmi realnie
  • smutno ogląda się jednego z aktorów grających wcześniej w Heroes, jako poczciwego grubcia jedzącego hotdogi, popijającego piwko i oglądającego Springera
  • klientami prostytutek (lub masażystek erotycznych - nie było ani razu wprost powiedziane, czym dokładnie zajmuje się główna bohaterka) są głównie dobrze zbudowani, zadbani, młodzi mężczyźni, którzy korzystają z takich usług po to, żeby opowiadać o swoim życiu i problemach, a potem otrzymywać porady w stylu "musisz najpierw myśleć o sobie".
  • ogólnie - praca w salonie masażu erotycznego to marzenie
  • ten serial to straszna głupota
  • pozdrawiam

środa, 14 czerwca 2017

13 Reasons Why / 13 Powodów




Serial oparty na książce Thirteen Reasons Why, która jakiś czas temu była całkiem popularna wśród amerykańskiej młodzieży. Muszę w tym miejscu przyznać (o ile już tego nie zrobiłam wcześniej), że mam słabość do seriali dla amerykańskich young adults. Oczywiście nie do wszystkich, bo czasem można trafić na takie idiotyzmy, których nie da się oglądać (np. Shadowhunters - chyba poświęcę temu serialowi krótki post, bo oglądając kilka odcinków czułam się wyjątkowo zażenowana swoim postępowaniem). Ale wracając do 13 Powodów...

Nie znałam fabuły książki i spodziewałam się serialu nieco kryminalnego, ukazującego różne negatywne zachowania nastolatków rozkoszujących się urokami subkultur obecnych w amerykańskich szkołach. Myślałam, że będzie to coś w stylu odwiecznej walki geeków nękanych przez jocksów. Poniekąd tak było, ale nie do końca. 

Okazało się, że serial dotyka coraz bardziej powszechnego w szkołach problemu znęcania się nad dzieciakami, które nie są popularne. W dobie facebooka i snapchata znęcanie się wychodzi daleko poza szkolne mury i bardzo ciężko się od niego uwolnić nawet w domu, który każdemu dziecku powinien kojarzyć się z bezpieczeństwem. Na docenienie zasługuje fakt, że się o tym mówi, i to w formie, która trafi do znęcających się i ich ofiar. Niestety kilka elementów serialu sprawiło, że nie do końca jest on czymś, co można pokazywać młodzieży ku przestrodze. Pomijam brutalne sceny, bo wcale nie o nie mi chodzi.

Główna bohaterka, Hannah Baker, od pierwszego odcinka przejawia zachowania, które świadczą o tym, że potrzebuje profesjonalnej pomocy psychologicznej lub psychiatrycznej, której nie zapewnią jej ani rodzice, ani znajomi ze szkoły, ani nawet szkolny pedagog. Pewne sygnały zostały przeoczone przez najbliższych Hanny, a potem problemy narastały lawinowo. W USA chodzenie do psychologa nie jest tak negatywnie stygmatyzowane, jak chociażby w Polsce, i mnóstwo osób właśnie tak radzi sobie ze swoimi problemami. Rodzice nastolatki, która przeżywa najbardziej burzliwy okres w swoim życiu i jest zmuszona do zmiany szkoły, powinni, nawet zupełnie zapobiegawczo, wysłać ją do specjalisty, z którym łatwiej będzie jej rozmawiać niż z nimi. Bo w słowa "wszystko w porządku" nie zawsze można wierzyć. 

Dobrze, że pokazano nieudolność szkoły, chęć ochrony własnych interesów, zawodność czynnika ludzkiego. To bez wątpienia. Na pewno zmusi to do myślenia osoby, wykonujące odpowiedzialne funkcje i nieczujące powołania. Czasem to właśnie wewnętrzne powołanie decyduje o tym, jak w zawodach wymagających kontaktu z drugim człowiekiem wyglądają "sukcesy" i "porażki". 
Dobrze, że zwrócono uwagę na tak poważne problemy, jak znęcanie się, samobójstwo czy gwałt. Sądzę, że wiele ofiar wyjdzie z cienia mówiąc głośno o tym, co je spotkało, a sprawcy zostaną napiętnowani. Również rodzice "małomównych" i "skrytych" dzieci zaczną zwracać na nie większą uwagę, w obawie, że to, co traktowali jako "spokojne usposobienie" może być symptomem czegoś znacznie bardziej poważnego. Może do kogoś trafi, że depresja to nie jest po prostu zły humor i nie wyleczy się jej spacerem po lesie czy nową parą butów od Michaela Jordana.

Źle, że główny bohater, Clay Jensen, obwinia się o śmierć dziewczyny bardzo niestabilnej psychicznie i emocjonalnie, a w ramach epilogu nikt go z tej odpowiedzialności nie zwalnia. Jestem w stanie wyobrazić sobie nastoletnie dziewczyny naśladujące rozchwianie głównej bohaterki, liczące na to, że pojawi się rycerz na białym koniu. Ten wątek powinien być zakończony w inny sposób, właśnie z uwagi na to, że serial na pewno oglądają nie tylko widzowie 16+ (a i ci często wzorują się na postaciach serialowych). Dodatkowo matka Claya sugeruje, że wcześniej leczył się on psychiatrycznie. Jeśli tak było, to zrobiła bardzo mało, żeby mu pomóc w sytuacji, kiedy dwoje z jego znajomych ginie w tragicznych okolicznościach.

A mówiąc o samym serialu: z powodzeniem mógłby być skrócony i zmieścić się w odcinkach pierwszym, dwunastym i trzynastym. Aktorzy dobrani przekonująco, ich gra była naprawdę dobra. Obawiam się, że z racji poruszanego w serialu tematu, niewielu krytyków oceni go negatywnie, chociaż scenariusz nieco kulał, a napięcia było niewiele. Jednak moje główne zastrzeżenia, już wspomniane, dotyczą sfery psychologicznej bohaterów i możliwych negatywnych skutków robienia z nich tzw. role models. 

I to chyba tyle z mojej strony.

poniedziałek, 12 czerwca 2017

iZombie



Opis fabuły z filmwebu brzmi: 

"Młoda studentka i zarazem zombie podejmuje pracę w biurze koronera, aby mieć stały dostęp do pożywienia."

I nie są to raczej słowa, które świadczyłyby o tym, że serial jest porywający.

Odtwórcy głównych ról. Da się rozpoznać, kto jest zombie w serialu?

Skrótowo i bez spoilerów: Liv, główna bohaterka, zostaje przemieniona w zombie. Na szczęście (jako, że studiuje medycynę) udaje jej się znaleźć pracę w charakterze asystentki lekarza sądowego, co wiąże się z bezproblemowym dostępem do mózgów. Lekarz (ma na imię Ravi i jest Brytyjczykiem o hinduskich korzeniach) oczywiście odkrywa, że współpracuje z zombie i stara się wynaleźć lek odwracający skutki zarażenia wirusem. Dodatkowym elementem fabuły jest fakt, że efektem ubocznym jedzenia mózgów są pojawiające się wizje sprzed śmierci ofiary, co bardzo przydaje się w pracy medyka sądowego. Liv i Ravi oszukują nowo zatrudnionego detektywa, że dziewczyna jest kimś w rodzaju medium/wróżki i może w ten sposób pomagać przy rozwiązywaniu spraw kryminalnych. W tle obecny jest oczywiście jeszcze wątek miłosny i, co ciekawe, wątek kulinarny. Każdy odcinek to oddzielna historia w oparciu o nowe zabójstwo, które badają główni bohaterowie. Dodatkowo gdzieś w tle ciągnie się metawątek, który dopiero pod koniec drugiego sezonu naprawdę się rozkręca.

Okładki pierwowzoru

Co mi się spodobało:

  • zombie jako coś co myśli, mówi i normalnie się porusza - po prostu musi jeść mózgi
  • przyjemna aktorka pierwszoplanowa, chociaż pewnie nie zrobi zbyt wielkiej kariery z racji mało hollywoodzkiego wyglądu. Ogólnie aktorzy w tym serialu budzą moją sympatię.
  • raz na kilka odcinków pojawiały się żarty, które sprawiały, że myślałam "hmm... to nie było najgorsze!"
  • fabuła kompletnie nie angażuje, w związku z czym jest to idealny serial do obiadu (na pewno nie pasuje do wyczekiwanego cały dzień wieczornego seansu)
  • sala sekcyjna i zwłoki wyglądają bardzo realistycznie jak na serial tego typu 
  • fabuła oparta na komiksie Chrisa Robertsona i Michaela Allreda - każdy scenariusz będący adaptacją komiksu zasługuje na docenienie


A co nie:

  • polskie tłumaczenie kuleje, bo z całkiem zabawnego serialu zrobił się po prostu serial
  • nie jest to również serial, na którego kolejny odcinek czeka się z niecierpliwością. Gdybym oglądała nowe odcinki co tydzień, to spodziewam się, że w którymś momencie mogłabym po prostu zupełnie zapomnieć o istnieniu tego serialu i kolejnego odcinka już nie obejrzeć.
Ot po prostu serial. Do obiadu na pewno pasuje - i to o wiele lepiej niż większość polskich produkcji.


Wątek kulinarny


środa, 7 czerwca 2017

Kiiara - Gold

Dziwna piosenka. Nie taka do zasłuchiwania się nie wiadomo jak, ale do puszczenia gdzieś w tle bardzo pasuje. Do tego słowa, które ciężko zrozumieć i wokal-komputer, którego nie da się odtworzyć na żywo. I teledysk też może być. 
Dużo osób zastanawia się, kiedy Kiiara będzie miała swój "blow up". Wydaje mi się, że skoro ta piosenka jest jej największym hitem, to już blow up miała. Niektórzy mają po prostu mniejsze blow up'y. Coś jak wstrząśnięte żółte jajko ze środka Kinder-niespodzianki w połączeniu z proszkiem do pieczenia.


wtorek, 16 maja 2017

ALMA - Chasing Highs

W tej muzyce znowu jest coś, co przenosi mnie na chwilę w okolice roku 2000. I chociaż pojawia się  wymuszona pseudo-chrypa, której nie jestem fanką (jak z piosenki Sigala - Sweet Lovin', której nienawidzę bardzo mocno), to wszystko mi jakoś pasuje. Łącznie z tymi żółtymi włosami. 


wtorek, 14 marca 2017

Gorgon City - Unmissable (Akouo Remix)

Czuć klimat lata sprzed dekady. 
Lata nie lubię, ale jego klimat (inny niż ten związany z pogodą) jest jak najbardziej OK. 


poniedziałek, 30 stycznia 2017

Emancipator - Safe In The Steep Cliffs

Album z roku 2010. 
Idealny do nauki i pisania prac zaliczeniowych/dyplomowych - czyli właśnie tego, przez co nie mam teraz nawet czasu na czytanie książek.