poniedziałek, 7 sierpnia 2017

The Crystal Method - album Vegas



Nie do pomyślenia, że to było 20 (!!!!!!!!!) lat temu. Słuchałam tej muzyki w okolicach roku 2002, czyli ponad 5 lat po wydaniu płyty i brzmiała dla mnie jak totalna nowość. Pamiętam, że miałam ich dwie płyty, po których obecnie ślad już dawno zaginął.
The Crystal Method nagrali też muzykę do soundtracków np. Matrixa czy Blade'a, gdzie stworzyli nią super klimat - brudnej, elektronicznej nowoczesności. 

Jeden z komentarzy podsumowuje wszystko: 

One of the best electronic albums of ALL TIME. Hands down. This shit is STILL cutting edge by todays standards, and the best part is a majority of it was recorded with analog hardware. Phenomenal...


czwartek, 20 lipca 2017

American Gods / Amerykańscy Bogowie - serial


American Gods to serial, którego fabuła oparta jest na książce Neila Gaimana pod tym samym tytułem. Książka jest niepokojąca, brutalna, skłania do myślenia i aż nie sposób oderwać się od niej w trakcie czytania. Twórcy serialu starali się odwzorować ten klimat, co jednak nie do końca im się udało. Nie jest jednak najgorzej, bo momentami czuć brud, duchotę i wiszący nad głównym bohaterem ciężar, który jest coraz bliżej spadnięcia z impetem na jego głowę i wywrócenia wszystkiego do góry nogami. 

Fabuła w skrócie (i w miarę bez spoilerów...):

Główny bohater - po polsku Cień Moon, w oryginale Shadow Moon - wychodzi z więzienia, w którym odsiadywał wyrok za oszustwo/kradzież. Jest to człowiek inteligentny i oczytany - w więzieniu nie marnował czasu, tylko starał się zrobić wszystko, by po wyjściu móc od razu wtopić się w społeczeństwo. Na wolności czeka na niego piękna żona i obiecana praca w siłowni, prowadzonej przez przyjaciela. Ogólnie wizja nie najgorsza, widać, że Cień ma szansę na ponowne ułożenie sobie życia. Niestety nic nigdy nie wychodzi tak, jakbyśmy tego chcieli, więc i Cieniowi się nie udaje. Ze względu na pewne nieoczekiwane wydarzenia zostaje zwolniony z zakładu dzień wcześniej i rusza w podróż do domu. Na swojej drodze spotyka Pana (już nieprzetłumaczonego) Wednesday'a i ich losy się splatają. Więcej nie chcę napisać, bo niestety nie da się bez spoilerów. Dodam tylko jeszcze coś ważnego - bogowie istnieją, a ich siła zależy od wiary wyznawców. Istoty nadprzyrodzone żyją dzięki ludzkiej pamięci, opowiadaniom, modlitwom. Panteon zmienia się bardzo dynamicznie, wraz z zapotrzebowaniem potencjalnych wiernych. Bogowie nie są doskonali i miłosierni - bliżej im do starożytnych bóstw, pełnych przywar i bliskich charakterem ludziom. Ale nadal kluczem do ich egzystencji jest jedno słowo: "believe".

Co mi się spodobało:

  • próba pokazania tego, co Gaiman bezbłędnie namalował słowami
  • niespodziewany Cień - po przeczytaniu książki wyobrażałam sobie go zupełnie inaczej, ale ten dał radę. Dodatkowo prawie jednocześnie oglądam (bardzo mizerny) serial The 100, w którym ten sam aktor gra w miarę ważną rolę - w Amerykańskich Bogach idzie mu znacznie lepiej i myślę, że jest to zasługa scenariusza i reżyserii, ponieważ oba seriale były kręcone praktycznie jednocześnie. 
  • ciężki do uchwycenia klimat - brudnej i biednej Ameryki, zielonej Irlandii przed setkami lat, próba pokazania różnic w poszczególnych wierzeniach. Wyszło.
  • bogowie żyjący jak zwykli ludzie - w obdrapanych pokojach, kiepskich pracach. Czuć zaduch i beznadzieję takiej wegetacji. Tym bardziej, że dla czczonych wcześniej bóstw, to drastyczny upadek.
  • odpowiednio niepokojący i tajemniczy Pan Wednesday.
  • zawadiacki i porywczy Mad Sweeney.
  • bezwzględny, płytki, pozbawiony emocji tercet - Technical Boy, Media i Mr. World.
  • brudny, spocony, śmierdzący tanim tytoniem Czernobog - to była mocna rola.
  • znajome twarze na ekranie: Ian McShane (Wednesday), Peter Stormare (Czernobog), Gilian Anderson (Media w kilku wcieleniach) - wszystkie występy BARDZO udane.
  • efekty specjalne i charakteryzacja - jak na serial dobre i z umiarem.
  • drobny podwójny wspólny mianownik między American Gods i The X-Files - "believe" i "I want to believe" oraz Gilian Anderson. Ale szukając w ten sposób znajdzie się też powiązanie z Justinem Bieberem, więc nie drążę tego tematu.
  • przerażająca wizja tego, w co i czemu ludzie wierzą. I jak bardzo nie wierzą. Ale to już zasługa pomysłu Gaimana.

Czernobog w pracy

A co nie:

  • trochę dziwnie rozwleczona fabuła pierwszych kilku odcinków - w książce jest to praktycznie sam wstęp.
  • denerwujące intro.
  • poczucie, że nadal "they need to dig deeper", bo wszystko pokazano nieco po łebkach - ale od czego są kolejne sezony.
  • nie wiem czy bez wprowadzenia w postaci książki miałabym zapał, żeby serial obejrzeć. 
  • momentami filozoficzne dłużyzny, ale jest to zrozumiałe ze względu na niemożność innego odwzorowania treści książki
Serial na pewno polecam osobom, które przeczytały książkę Gaimana. Obawiam się, że dla pozostałych może on nie być tak ciekawy. Oczywiście spodobać się może również osobom, które (tak, jak ja) uwielbiają wszystko, co jest dziwne i niepokoi. W takim przypadku nadal jednak polecałabym najpierw przeczytać książkę.



poniedziałek, 10 lipca 2017

Riverdale

Ładne kolory

Serial Riverdale to część czegoś znacznie większego. Scenariusz oparty jest fabule serii komiksów pod tym samym tytułem, więc podejrzewam, że sezon pierwszy to dopiero początek. Odkryłam, że wydawnictwo Archie Comics wiele wniosło do świata dzisiejszych 20-30-latków, i zamierza także dać coś kolejnemu pokoleniu nastolatków. Z tytułowego miasta pochodzi również Sabrina, nastoletnia czarownica, oraz bohaterki filmu Josie and the Pussycats (a także antycznej kreskówki, puszczanej w polskiej telewizji dobre 15-20 lat po amerykańskiej premierze). 

Ukomiksowieni bohaterowie serialu
Po zakończeniu emisji kilku znaczących seriali dla nastolatków (bądźmy szczerzy - raczej dla nastolatek) powstała do zagospodarowania całkiem spora i dochodowa luka - Riverdale chce ją wypełnić. Ciężko będzie konkurować z wampirami z The Vampire Diaries, ofiarami mody z Gossip Girl, czy nastoletnimi detektywami (detektywkami?) z Pretty  Little Liars, dlatego w tym serialu twórcy będą starali się wyciągnąć to, co było najlepsze u ich poprzedników i dołożyć coś od siebie. Nie wiem, czy to się uda, ale pole do popisu jest spore, bo, jak wspomniałam, istnieje zapotrzebowanie na taką produkcję. 

We współczesnych serialach dla młodzieży widać przedziwne podejście dorosłych twórców do nastoletnich odbiorców. Z jednej strony seriale skierowane do starszej młodzieży prezentują bardzo przerysowane a jednocześnie nieskomplikowane postacie, sugerując tym samym, że nastolatki nie poradzą sobie z odbiorem czegokolwiek niejednoznacznego, z drugiej zaś serialowi bohaterowie w wieku 16-18 wydają się być raczej w okolicach trzydziestki. Pamiętam siebie z czasów liceum - nie skusiłabym się na utożsamianie się z kimkolwiek z serialu. Prędzej poszłabym na to w okolicach wczesnego gimnazjum, ale wtedy musiałabym oglądać serial nielegalnie, bo skierowany jest do nieco starszych widzów. 

Fabuła w skrócie:

W bardzo tajemniczych okolicznościach ginie Jason Blossom - syn najbogatszej rodziny w Riverdale. Policja nie odnalazła jego ciała, ale siostra bliźniaczka, Cheryl, twierdzi, że Jason utonął. Całe miasto przeżywa nieco wymuszoną żałobę, ponieważ: 1) nie wiadomo czy Jason na pewno nie żyje, 2) nikt nie lubi rodziny Blossomów. W tym czasie w Riverdale pojawiają się Veronica i Hermione Lodge - córka i żona tajemniczego biznesmena oskarżonego o oszustwa podatkowe. I tak się to jakoś toczy - na przemian w szkole i w miejscach małomiasteczkowo-okołobiznesowych.

Co mi się spodobało:

  • klimat małego amerykańskiego miasteczka - zawsze się na to złapię
  • fabuła wzięta z komiksu - to samo, co wyżej
  • Dylan z Beverly Hills, 90210 (wiem, że ten aktor ma własne imię, ale tamtej roli nigdy nie zapomnę) oraz Shelly z Miasteczka Twin Peaks - cieszę się, że dawna serialowa młodzież nadal może znaleźć swoje miejsce w serialach
  • lasy, rzeka, przyroda z okolic Kanady. Na podstawie komiksów nigdy nie było pewności, gdzie leży Riverdale, ponieważ podawane szczątkowo informacje bywały sprzeczne. Pewne były tylko lasy, rzeka i syrop klonowy.
  • dobre filtry nałożone w postprodukcji. Bywało mrocznie i ciężko - ale tylko wizualnie.
  • cienie pod oczami chłopaka z trailer parku. Nie tylko ja takie mam!
  • ścieżka dźwiękowa
  • prawdziwe podejście do licealnych miłości - they come and they go. O ile w liceum jest to jeszcze do zniesienia, ciężej ogląda się tego typu manewry w serialach dla dorosłych kobiet.
  • wnętrza - mroczna willa, dom na przedmieściach, przyczepa

A co nie:

  • 13 Powodów dlaczego Riverdale? Podobieństwo tych seriali aż bije po oczach. Nawet jeden aktor jest ten sam i też gra rolę szkolnego sportowca. 
  • nie mogłam znieść imienia jednego z bohaterów - Jughead'a oraz jego siostry Jelly Bean. Ameryka Ameryką, ale po prostu nie. I tu ciekawostka! W komiksach Jughead jest aseksualny - to chyba jeden z niewielu przypadków, kiedy ten rodzaj seksualności jest prezentowany w popkulturze. Niestety serial poszedł inną drogą.
  • tak, jak wspomniałam w przydługim wstępie - bardziej przerysować bohaterów chyba się nie dało. A może by się dało, gdyby np. chodzili z transparentami w stylu "I'm a typical girl from New York. I like fashion and I'm mean"... Dawno nie widziałam czegoś tak prostego i oczywistego.
  • główna zła postać - ruda i bardzo mocno umalowana licealistka. Littlemoonster96?
  • wąskousta Blair Waldorf po katharsis, czyli Veronica Lodge 
  • wątek kryminalny, na którym opiera się fabuła - strasznie słaaaaaaaaaaaby
  • na siłę wciskana muzyka tworzona przez bohaterów serialu. Zupełnie niepotrzebna, a na pewno nie w wersji coverów starych piosenek trwających i po dwie minuty. 
Na koniec muszę dodać wytłumaczenie, skąd w ogóle wzięłam pomysł na oglądanie tego serialu. W końcu nie mam już 18 lat (mentalnie mam). Jak wspomniałam dwa posty wcześniej, wklejając kawałek, który usłyszałam oglądając zakończenie pierwszego odcinka, wystalkowałam facebookowy lajk koleżanki ze studiów. Był to "głos" pod ankietą Warszawskiego Comic Conu - pytano w niej o serial, z którego bohater ma być zaproszony na jesienną edycję wydarzenia. Odpowiedni rodzaj lajka był głosem na konkretny serial. Odczytując lajk koleżanki pomyliłam się - wcale nie głosowała na Riverdale, tylko na Pretty Little Liars. A ja obejrzałam cały sezon z tego powodu...

Pierwowzór serialu

czwartek, 6 lipca 2017

Księgarnia internetowa bonito.pl


To moja ulubiona internetowa księgarnia, w której złożyłam już naprawdę dużo zamówień i za każdym razem byłam zadowolona zarówno z ceny, jak i z szybkości wysyłki. Książki zamówione i opłacone do 15:00 są wysyłane jeszcze tego samego dnia, więc jak poczta się bardzo postara można je mieć już na drugi dzień. 
Gdybym sama otwierała księgarnię, na pewno nie nazwałabym jej "bonito" - nazwa, to jej główny minus. Drugim minusem jest dosyć słabe wyszukiwanie - np. nie można przejrzeć po prostu wszystkich książek obcojęzycznych, trzeba albo znać tytuły, albo przeglądać ofertę określonych wydawnictw (jedna z możliwości: http://bonito.pl/wydawnictwo/vintage/0 - głównie klasyka po angielsku). Polecam też bardzo bogatą ofertę książek z wydawnictw stricte naukowych (np. Wydawnictwo Uniwersytetu Jagiellońskiego, Gdańskie Wydawnictwo Psychologiczne), bo z reguły są o wiele tańsze niż w innych księgarniach internetowych. Oczywiście głównym źródłem zarobku księgarni są nowości, przeważnie z "literatury dla kobiet" i tego typu pozycje najczęściej pojawiają się w cenach promocyjnych. Natomiast ja ostatnio kupiłam m.in. "Mitologię Nordycką" Gaimana za 18zł i "Amerykańskich Bogów" za 27zł (czyli najtaniej, jak się da).

Dodatkowo do 7 lipca z kodem "wakacje17" zniżka 7%. Księgarnia prowadzi też coś na kształt programu lojalnościowego - im więcej się zamawia, tym większa zniżka przysługuje na kolejne zakupy (wliczają się zamówienia złożone przez ostatnie 6 miesięcy).

PS. Nie jest to post sponsorowany, bo nikt nie chce mnie sponsorować, jako że mam może ze dwóch czytelników :)

środa, 5 lipca 2017

BlackFireIce - streamer Hearthstone'a



BlackFireIce znany jako Black lub po prostu - jako Czarek, to kolejny przykład tego, jak można inteligentnie, z kulturą, klasą i na luzie prowadzić streamy. Na kanale Czarka nie znajdziecie nic rodem z telezakupów Mango, KlejnotTV czy polskiego YouTube'a :) To po prostu normalny, dowcipny człowiek, który po pracy (coraz rzadsze zjawisko u streamerów) robi to, co lubi - gra w Hearthstone, mając przy tym pokaźną widownię, ponieważ prezentuje naprawdę wysoki poziom. 
Potencjał Black'a dostrzegłam nie tylko ja - często jest zapraszany do komentowania turniejów Hearthstone. Wiem, że niektórzy topowi streamerzy nigdy nie byliby w stanie  sensownie i składnie skomentować cudzej (a czasem i własnej) gry, natomiast Czarkowi przychodzi to z łatwością. Równie łatwo jest w stanie ogarnąć rozbestwionych gości na czacie podczas streama, co powoduje, że na jego streamach w zasadzie nigdy nie ma bałaganu i bezsensowych jałowych gadek - jest po prostu gra. 

Na potwierdzenie moich słów krótki wywiad z BlackFireIce dotyczący Hearthstone'a, Gwinta i ogólnie esportu.



Twitch: https://www.twitch.tv/blackfireice
Facebook: https://www.facebook.com/BlackFireIceStream

piątek, 30 czerwca 2017

Hunter As a Horse - The Passenger


Znalazłam oglądając kolejny serial dla nastolatków - Riverdale. Czytając sam opis fabuły dostępny na Netflixie nie zaczęłabym oglądać, ale zachęciło mnie to, że znajoma ze studiów (która dodatkowo jest w podobnym do mnie wieku) "poniekąd polecała". Czyli dała gdzieś na Facebooku like, który ja stalkersko wyśledziłam. 

Dobry, niepokojący podkład. Podobne do Bat for Lashes i do czegoś jeszcze, czego nazwy nie pamiętam, więc będę przeszukiwać wszystkie swoje konta na last.fm.

PS. Okazało się, że to nie było w ogóle podobne do tego, o czym myślałam (Pretty Girls Make Graves - Something Bigger, Something Brighter). Raczej przypomina Heroin and Your Veins - The Lady.

niedziela, 25 czerwca 2017

The Client List / Lista Klientów



Nie wiem, co mnie podkusiło. Czytając opis składający się z ok. 20 słów pomyślałam, że to serial kryminalny o prostytutce, która szantażuje swoich bogatych klientów. A okazało się, że to kino prawie familijne. 

W skrócie: 

Rodzina boryka się z problemami finansowymi, odkąd z pracy zwolniono męża głównej bohaterki, a zarazem ojca ich dwójki dzieci. Mimo tego nadal udaje im się mieszkać w dużym domu, gdzieś w Teksasie, mieć dwa samochody, dobre ubrania, a co drugi dzień jedzenie na wynos. W końcu jednak Riley (główna bohaterka) postanawia iść do pracy. Po długich poszukiwaniach, i za namową starej koleżanki, której bardzo dobrze się powodzi, Riley dostaje pracę jako masażystka w "salonie Spa". Pierwszego dnia okazuje się, że koleżanka zapracowała na swoją Corvettę i drogie torebki nie tylko dzięki byciu fizjoterapeutką. Po chwilowych oporach Riley zgadza się na zostanie tego typu masażystką. 
I tak rozpoczyna się dwusezonowa przygoda Jennifer Love Hewitt jako pierwszoplanowej aktorki, a jednocześnie producentki serialu. Oczywiście kłopoty z pieniądzmi to tylko wierzchołek góry lodowej, a kolejne problemy są tylko gorsze (i coraz bardziej absurdalne). 

Co mi się spodobało:

  • nie wiem, czy cokolwiek
  • szukając na siłę: serial jest bardzo przesłodzony i wręcz nadpozytywny, pokazuje, że rodzina jest najważniejsza, a z każdej sytuacji można znaleźć wyjście. A poza tym we wszystkich, nawet z pozoru złych, osobach jest coś dobrego - wystarczy być szczerym. I jeszcze więcej podobnego coachingu dla "typowych kobiet". Na pewno komuś się to podoba.
  • teksańskie "howdy", opalone blondynki, buty kowbojskie
A co nie:

  • brak kasy to nadal doczepiane rzęsy, hybrydowe paznokcie, codzienna idealna fryzura z miliona ton włosów. Jeśli targetem są kobiety siedzące w domach i zajmujące się dziećmi, a do tego mające problemy finansowe, to główna bohaterka jest dla nich nie najlepszym wzorcem. 
  • priorytety w tym serialu to kompletna abstrakcja. Ale wiadomo - gdyby były normalne, nikt by nie chciał tego oglądać. Chociaż i tak chyba niewiele osób chciało, bo po dwóch sezonach serial nie doczekał się kontynuacji. 
  • burdelmama, jako najlepsza przyjaciółka, krynica mądrości, opiekunka, wręcz druga matka - brzmi realnie
  • smutno ogląda się jednego z aktorów grających wcześniej w Heroes, jako poczciwego grubcia jedzącego hotdogi, popijającego piwko i oglądającego Springera
  • klientami prostytutek (lub masażystek erotycznych - nie było ani razu wprost powiedziane, czym dokładnie zajmuje się główna bohaterka) są głównie dobrze zbudowani, zadbani, młodzi mężczyźni, którzy korzystają z takich usług po to, żeby opowiadać o swoim życiu i problemach, a potem otrzymywać porady w stylu "musisz najpierw myśleć o sobie".
  • ogólnie - praca w salonie masażu erotycznego to marzenie
  • ten serial to straszna głupota
  • pozdrawiam